Teczki polskich żołnierzy leżą w Londynie
Teczki polskich żołnierzy leżą w Londynie PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Środa, 26 Sierpień 2009 13:58

W związku z licznymi zapytaniami o możliwość uzyskania informacji o losach polskich żołnierzy którzy przewinęli się przez Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie Europy, postanowiłem zamieścić przedruk artykułu opublikowanego na stronach portalu  http://www.mojawyspa.co.uk w dniu 03.09.2007 r. poruszającego ten temat. Jest on zarazem wstępem do większej akcji która ma na celu sprowadzenie do Polski dokumentów akt osobowych naszych żołnierzy. Pod artykułem zamieszczam, dotyczący tej sprawy, mój list jaki wysłałem do Pana Janusza Krupskiego Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w dniu 03.08.2009

 

27.08.2009

Na odpowiedź ze strony UDSKIOR nie trzeba było długo czekać. W imieniu Pana ministra Krupskiego sprawą Zeszytów Ewidencyjnych polskich żołnierzy w PSZ zajął się osobiście jego zastępca Pan Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , który skierował mój list - prośbę do Pani dr. Barbary Berskiej  - Zastępcy Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych. Za zajęcie się sprawą serdecznie dziękuję. List Pana Ciechowskiego do Pani Berskiej w całości zamieszczam na końcu niniejszej strony.

 

01.10.2009

W dniu dzisiejszym otrzymałem list od Pani Barbary Berskiej, Zastępcy Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych wraz z szerokim naświetleniem problemów jakie  towarzyszą pozyskaniu polskich archiwaliów z Wielkiej Brytanii. Za odpowiedź serdecznie dziękuj i życzę aby starania podejmowane przez NDAP znalazły swój szczęśliwy finał. Treść listu zamieszczam na końcu niniejszej strony.

Jacek Krasnodębski

 .................................................................................................................................................

Chciałam tylko zobaczyć dokumenty wojenne mojego pradziadka, a w Londynie dowiedziałam się, że mogę odebrać jego dwa ordery – Ola Sauter jest zaskoczona.

Coraz więcej Polaków szpera tak jak ona w teczkach 300 tysięcy polskich żołnierzy z II wojny światowej. Niektórych czekają prawdziwe rewelacje.
Ola ma 16 lat i do Londynu przyjechała na wakacje. - Przy okazji mojego pobytu mama prosiła mnie, abym sprawdziła, czy w polskich archiwach nie zostały jakieś dokumenty po jej dziadku, który na Wyspach przebywał podczas II wojny światowej – mówi. – Zresztą sama byłam ciekawa, bo jego losy poznałam bliżej, kiedy w gimnazjum napisałam pracę na konkurs „Wojskowe tradycje mojej rodziny”. Mój pradziadek był jedyną osobą, która miała u nas coś wspólnego z wojskiem, więc siłą rzeczy poznałam trochę jego historię.

W Londynie, zgodnie z radami rodziców pierwsze kroki skierowała do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w okolicy Hyde Parku.

Epizod I: pradziadek na wojnie

Pradziadek Oli Sauter – Paweł – był przedwojennym lekarzem w Zamościu. Gdy wybuchła II wojna światowa, miał dwójkę dzieci, a trzecie było w drodze. W ramach mobilizacji trafił do szpitala polowego, a po trzech tygodniach tułaczki z dala od frontu, razem z całym personelem znalazł się w neutralnej Rumunii. Z obozu internowanych wyszedł dzięki pomocy polskiej placówki dyplomatycznej, która ułatwiała wyjazdy żołnierzom do formowanej we Francji nowej armii. - Z jego opowieści, którą później podzielił się z rodziną, wynika, że miał komfortową podróż do Paryża – mówi jego prawnuczka. – Dostał do przewiezienia samochód osobowy polskich dyplomatów i fundusze na paliwo. Przejechał spokojnie pół Europy. Po wojnie żałował tylko, że tak bardzo się wtedy spieszyli i atrakcyjna wyprawa trwała zaledwie kilka dni.
W Instytucie trzeba coś wiedzieć
Pierwsze kroki w poszukiwaniach dokumentów po pradziadku w Londynie Oli Sauter skierowała do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego. Instytucja zajmuje ekskluzywną kamienicę przy małej spokojnej uliczce Princes Gate pod numerem 20 na przeciwko Hyde Parku. Zasób Archiwum IPMS są ogólnie dostępny. – Dokumentacja obejmuje głównie lata 1918-90; składają się na nią materiały cywilne i wojskowe, a zajmują łącznie 1500 metrów – tłumaczy Jadwiga Kowalska. – Znalezienie w tym gąszczu informacji o konkretnym żołnierzu jest oczywiście możliwe, ale oznacza wertowanie grubych ksiąg z rozkazami strona po stronie. To mrówcza praca. Znacznie ułatwiają poszukiwania dane, które można uzyskać w brytyjskim Ministerstwie Obrony.
Ola Sauter o swoim pradziadku wiedziała tylko tyle, że był lekarzem i większość wojny spędził w Szkocji. Żadnych nazw miejscowości, czy numerów jednostek. - Na szczęście jest na to rada – mówi Kowalska. – Wszystkie teczki osobowe polskich żołnierzy przetrzymuje nadal brytyjskie Ministry of Defence. Są one dostępne na miejscu w Londynie.

 Epizod II: bałagan we Francji

Paweł Sauter bardzo źle wspominał później swój pobyt we Francji. Trafił jesienią 1939 r. do obozu przejściowego. Przez pół roku siedział w nim bezczynnie. – Wiem, że po wojnie pradziadek bardzo narzekał na bałagan we Francji.
Gdy w maju 1940 r. Niemcy zaatakowali Francję, do obozu dalej nie dochodziły żadne rozkazy. Napięcie między Polakami rosło, ale przełożeni czekali wciąż na polecenia z dowództwa. W końcu, gdy Niemcy zbliżali się już do obozu, większość żołnierzy zbuntowała się i pieszo ruszyła do najbliższego portu. Szli bez przerwy trzy dni i trzy noce. Skrajnie wyczerpani dotarli do portu w La Rochelle. – Pradziadek nie był już wtedy młody, miał ponad czterdzieści lat, więc męczył się bardziej niż inni.

Gdy wszedł na pokład, od razu padł na pierwszym wolnym miejscu i nie ruszył się nawet, gdy nadleciały niemieckie samoloty. Bomby spadły na sąsiedni okręt. Zginęły na nim setki żołnierzy. Za to okręt dziadka dopłynął do Plymouth.
Na polskim lotnisku
Dziś dostęp do archiwum Ministry of Defence nie jest prosty. Katalog mieści się w czynnej bazie lotniczej w Northolt - w tym samym miejscu, skąd startowali podczas II wojny światowej polscy lotnicy. Cywile nie mogą tam wchodzić tak po prostu z ulicy. Trzeba być umówionym i otrzymać przepustkę.
– Wstępna rozmowa przez telefon jest konieczna nie tylko po to, by się umówić – tłumaczy Małgorzata Goddard, Polka opiekująca się katalogiem naszych żołnierzy. – Na miejscu mamy tylko karti katalogowe z nazwiskami żołnierzy i numerem ewidencyjnym, które potwierdzają, że teczka osobowa jest w archiwum. Żeby ściągnąć do nas wszystkie zachowane dokumenty, potrzebujemy dwóch-trzech dni.
Już po pierwszej rozmowie Ola wiedziała, że teczka jej pradziadka istnieje. Dwa dni później mogła się z nią zapoznać.
Baza wojskowa w Northolt jest otoczona wysokim żywopłotem. Swoje przybycie trzeba zgłosić przy jedynym wejściu i czekać, aż przyjdzie po nas osoba, która nas wprowadza. Dokumenty Pawła Sautera czekały już gotowe.
– Dla Polaków przyjeżdżających z kraju nie ma opłaty, inni zainteresowani muszą zapłacić 30 funtów za wydanie kopii – informuje Goddard.
Kilkadziesiąt dokumentów z teczki Sauter zawiera opinie przełożonych, przebiegi służby, wnioski o awans, własnoręczne zapiski. – Była zdumiona, gdy zauważyłam, że pradziadek otrzymał dwa ordery – mówi Ola. – W Polsce nikt ich nie widział, nikt o nich nie słyszał. A to byłaby taka cenna pamiątka w naszej rodzinie.
- To dlatego, że Paweł Sauter nigdy nie odebrał odznaczeń – tłumaczy Goddard. – Pewnie nie zdążył, bo nagle wyjechał z Anglii.
Na szczęście nic straconego, ordery może odebrać rodzina. Musi tylko zwrócić się do ambasady brytyjskiej w Warszawie. - Rodzina w Polsce będzie w szoku, gdy im o tym powiem – kończy Ola. – Na pewno wystąpimy o wydanie nam odznaczeń.

Epizod III: Anglia

- Dziadek Paweł zawsze z szacunkiem wypowiadał się o Anglikach, o powitaniu jakie mu zgotowali w 1940 r., o ich dobrej organizacji – wspomina Ola Sauter.
Trafił do obozu polskiego w Szkocji. Mieszkał w namiocie, ale nie narzekał. Dostał przydział do formującej się I Brygady Strzelców Podkarpackich. Wreszcie po roku bezczynności miał co robić. Znowu leczył, organizował kolejne polskie szpitale wojskowe w Szkocji.

Nigdy nie brał udziału w walce, ani nawet nie powąchał prochu. Gdy jego brygada trafiała na front, on zawsze zostawał w Szkocji. – Nie był potrzebny na froncie, bo nie miał odpowiednich kwalifikacji – przypuszcza Ola. – Jego specjalnością była pulmonologia, czyli leczenie chorób płuc, a nie ratowanie rannych.
Pobyt w Szkocji Paweł Sauter wykorzystał w inny sposób. Przez kilka lat studiował zaocznie na polskim wydziale lekarskim uniwersytetu w Edynburgu. Tam opanował najnowocześniejsze metody leczenia gruźlicy.
Teczki z ministerstwa
Dokumenty z Ministry od Defence bardzo ułatwiły Oli Sauter ponowne poszukiwania w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego. – Teraz to inna rozmowa – cieszy się Jadwiga Kowalska. – Mogę odczytać numery konkretnych jednostek, nazwy szpitali, daty przenosin. Bez problemów coś znajdziemy.
W grubych księgach zgromadzonych w magazynach można szukać wszelkich dokumentów dotyczących jednostek. Z rozkazów i meldunków wyłania się obraz życia żołnierzy polskich na Wyspach. Informacje o zasadach korzystania z natrysków, o kontaktach z cywilami, o nastrojach żołnierzy, o karach za pospolite występki pozwalają odtworzyć codzienność Polaków. – O dziadku znalazłam same suche rozkazy: dnia tego i tego rozkazuję przenieść porucznika Sautera z do jednostki takiej a takiej – mówi prawnuczka. – Jednak dzięki pobocznym informacjom wiem więcej o jego życiu w czasie wojny.
Ważna informacja: wykonanie kopii dokumentów w instytucie jest płatne i kosztuje od 35 pensów za stronę.

Epizod IV: powrót do kraju

Po wojnie Paweł Sauter nie chciał wracać do komunistycznej Polski. Żona w listach też prosiła go, żeby zrobił wszystko, aby ściągnąć rodzinę do Anglii. Legalnie nie udało się nic załatwić. Zdecydowali się na ucieczkę. Janina Sauter z trójką dzieci przeprowadziła się do Gdańska. Dziadek w tym czasie przypłynął tam na angielskim statku.
Nocą trójka dzieci i ich matka mieli zostać przemyceni na pokład. Niestety okazało się, że prababcia Oli Sauter nie ma już sił na taki wysiłek. Była poważnie chora i nie mogła się ruszyć. Paweł Sauter zszedł na ląd, choć wiedział, że zamyka sobie w ten sposób drogę powrotu na Wyspy. Siedział przy swojej żonie przez całą noc, nad ranem Janina zmarła.
Na szczęście Pawła Sautera w kraju nie spotkały żadne represje. Dzięki studiom w Edynburgu był jednym z najlepszych w Polsce fachowców, który znał nowe metody leczenia gruźlicy – jednej z najgroźniejszych chorób, która w Polsce szerzyła wtedy spustoszenie.
Sam zajął się wychowaniem trójki dzieci. Jednym z nich był Tomasz, dziadek Oli Sauter. Paweł zmarł w latach 70. Ola nie miała okazji nigdy go zobaczyć. Urodziła się dwadzieścia lat później.

Bogdan Kunach, Cooltura

....................................................................................................................................................

 

Gdynia dnia 03.08.2009

Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych

Pan Minister Janusz Krupski

 

Szanowny Panie Ministrze


18 maja 2009 roku byłem wraz z córką na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino. Cieszył oko odnowiony cmentarz. Uroczystość była wspaniała. Ja sam rok przed uroczystościami złożyłem sam sobie przyrzeczenie że do uroczystości majowych opracuję i uruchomię stronę o tym cmentarzu. Strona powstała. Zapraszam do zapoznania się z jej treścią - http://www.cmentarzmontecassino.com.pl


Widziałem Pana wśród gości , słuchałem Pańskiego przemówienia.Pańskie zdjęcia zamieściłem w galerii z przebiegu uroczystości.Myślę że jest Pan odpowiednim człowiekiem do którego mogę skierować swoje zapytanie.


Zwraca się do mnie, jako do autora strony o cmentarzu coraz więcej osób szukających śladu po swoich bliskich, poległych w walkach 2 Korpusu. Umieściłem odpowiednie adresy i linki do instytucji mogących być przydatnymi w ich poszukiwaniach. Przyszła mi jednak na myśl idea która być może uprościła by wszystkie związane z tym sprawy. Otóż czy nie było by warto pokusić się i sprowadzić do Polski, do Centralnego Archiwum Wojskowego , śladem przekazanych w 2003 roku depozytów po żołnierzach służących w Polskich Siłach Zbrojnych Na Zachodzie, Zeszyty Ewidencyjne czyli kartoteki przebiegu służby każdego polskiego żołnierza jaki przewinął się przez te formacje wojskowe. Jeśli nie można by było sprowadzić samych dokumentów to może ich fotograficzną dokumentację tak jak to zrobiono z archiwami post sowieckimi. Jestem w kontakcie z Panią Barbarą Kroll z Polskiej Sekcji Ewidencyjnej Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii. Według jej słów taka szansa była do ubiegłego roku. Na dzień dzisiejszy dokumenty polskich żołnierzy zostały rozesłane po różnych ośrodkach archiwalnych. Wiele osób pragnących pozyskać fotokopie dokumentów swoich bliskich rezygnuje , powodem jest wprowadzenie dosyć wysokich jak na polskie warunki opłat / 30 Funtów brytyjskich/ za uzyskanie dostępu do akt oraz coraz bardziej skomplikowana procedura w której wymagane jest udokumentowanie pokrewieństwa i wypełnienie kilku formularzy, oczywiście po angielsku.


Zdaję sobie sprawę że sprowadzenie tych dokumentów do Polski wymaga zarówno zabiegów dyplomatycznych jak i pieniędzy. Dyplomacje mamy chyba niezgorszą problem może być jak zwykle w pieniądzach, ale myślę że i tą przeszkodę dało by się rozwiązać.

Mając nadzieje na odpowiedź i pomoc w powyższej sprawie, przesyłam Panu podziękowania za dotychczasową pracę na rzecz środowiska kombatanckiego oraz życzę Panu pomyślności w krzewieniu wiedzy i pamięci o tych o których zapomnieć nam nie wolno.


Z wyrazami szacunku
Jacek Krasnodębski

.....................................................................................................................................................

 Warszawa 20 sierpnia 2009

Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych

Szanowna Pani Dyrektor Barbara Berska

Uprzejmie informuję Szanowną Panią Dyrektor, że Pan Jacek Krasnodębski z Gdyni, autor internetowej strony poświęconej cmentarzowi na Monte Cassino (www.cmentarzmpontecassino.com.pl) , w piśmie przysłanym pocztą elektroniczną do Pana Ministra Janusza Krupskiego, Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, w związku z rocznicą bitwy pod Monte Cassino, poruszył kwestię dokumentacji dotyczącej żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, znajdującej się w archiwach Ministerstwa Obrony Zjednoczonego Królestwa i Północnej Irlandii. Według informacji Centralnego Archiwum Wojskowego (z jego strony internetowej) obejmuje ona ponad 295 tys. teczek personalnych szeregowców, podoficerów i oficerów przede wszystkim Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia; Polskich Sił Lądowych pod Dowództwem Brytyjskim; Polskich Sił Powietrznych pod Dowództwem Brytyjskim i sądownictwa wojennego.

Pan Krasnodębski przypomina przekazanie w 2003 r. przez stronę brytyjską depozytów po poległych żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i proponuje, aby ww. dokumentacja została również przejęta przez Centralne Archiwum Wojskowe. Zwraca uwagę, że takie rozwiązanie zmniejszyłoby znacznie trudności przy dotarciu do archiwów brytyjskich dla osób poszukujących informacji o swoich bliskich (wysokie koszty, skomplikowana procedura, bariera językowa). Jeśli sprowadzenie oryginalnych dokumentów byłoby niemożliwe, należałoby - zdaniem Pana Krasnodębskiego - zastanowić się nad ich zeskanowaniem. Równocześnie, według informacji uzyskanych przez Pana Krasnodębskiego, ww. dokumentacja uległa rozproszeniu, została bowiem przekazana do różnych archiwów brytyjskich, dlatego podjecie decydowanych kroków w celu przejęcia tych archiwaliów przez stronę polską staje się bardzo pilne.

Załączam kopię pisma Pana Jacka Krasnodębskiego, gdyż jego propozycja jest interesująca i zasługuje - naszym zdaniem - na rozważenie ewentualnego poparcia. Sprowadzenie dokumentacji dotyczącej żołnierzy polskich na Zachodzie ma znaczenie nie tylko dla osób bliskich, ale i dla badań naukowych dotyczących tego okresu. Archiwalia te stanowią równocześnie fragment dziedzictwa narodowego związanego z walką o wolność i suwerenność Polski. Upamiętnienie tej walki jest jednym z zadań Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Nie orientuję się, czy i w jakim zakresie strona polska podjęła już działania w celu przejęcia ww. archiwaliów. Pamiętając o znaczącej roli Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych przy pomyślnie zakończonych staraniach o odzyskanie depozytów po poległych żołnierzach polskich oraz biorąc pod uwagę kompetencje NDAP, przekazuję ww. pismo Szanownej Dyrektor.

Z wyrazami szacunku

Jan Stanisław Ciechowski

.......................................................................................................................................................

 

Zastępca                                                                                                         Warszawa dnia 18 września 2009

Naczelnego Dyrektora

Archiwów Państwowych

Barbara Berska

 

                                                                              Pan 

                                                                             Jacek Krasnodębski

 

Szanowny Panie.

W nawiązaniu do Pana listu z 3 sierpnia br. który otrzymałam za pośrednictwem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, pragnę poinformować, że Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych od wielu lat podejmuje starania o przekazanie do Kraju z Wielkiej Brytanii akt osobowych polskich żołnierzy. Według posiadanego przez nas rozeznania dokumentacja ta liczy ponad 290 tyś. teczek ( ok. 1350 mb), zawierających materiały dotyczące żołnierzy i oficerów sił lądowych, morskich i powietrznych oraz około 1600 depozytów osobistych żołnierzy poległych na polu walki. W 1996 r. podjęto negocjacje z rządem brytyjskim. Uczestniczyli w nich: Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych, Kierownik Urzędu ds. Kombatantów o Osób represjonowanych, przedstawiciele Centralnego Archiwum Wojskowego oraz reprezentanci polskiego MSZ i Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii. Działania te doprowadziły do przejęcia części depozytów i przekazania ich do Polski w 2003 r. Pod wpływem protestów polskich kombatantówe w Wielkiej Brytanii doszło jednak do zawieszenia przez władze brytyjskie dalszych prac i odsunięcia w czasie procesu przekazywania kolejnej partii dokumentacji do Polski. Archiwum Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii rozpoczęło w tym czasie porządkowanie oraz elektroniczneewidencjonowanie zbiorów.

Obecnie Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych podejmuje ponownie starania idące w kierunku zbadania możliwości przejęcia do Kraju pozostałych materiałów. Równocześnie czynione są zabiegi, mające zapobiec ewentualnym protestom środowisk polonijnych, które mogłyby ponownie uniemożliwić doprowdzenie procesu przekazania akt do pomyślnego finału.

Mam głęboką nadzieję, że dzięki dobrej woli obu stron oraz współpracy wielu środowisk polskich i brytyjskich, te niezwykle ważne dla naszej historii i kultury archiwalia znajdą swoje miejsce w Kraju.

Dziękując Panu za okazane zainteresowanie i troskę o dalsze losy polskich dokumentów oraz mając nadzieję na pomyślne rozwiązanie kwestii ich sprowadzenia do Polski, pozostaję z wyrazami szacunku.

Barbara Berska

Do wiadomości:

Pan Jan S. Ciechowski

Zastępca Kierownika Urzędu

ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych

 

02-517 Warszawa, ul. Rakowiecka 2D, tel. 22 56-54-600 faks 22 56-54-615

http://www.archiwa.gov.pl, Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Zmieniony: Czwartek, 01 Październik 2009 11:15